25 sty 2021

Dlaczego sustainability się opłaci?

Bycie „eko” to podejście holistyczne, jednak dla przeciętnego konsumenta świadomość ekologii ogranicza się do segregacji śmieci, zakręcaniu kurka z wodą przy myciu zębów i szumnej ochrony lasów. Co bardziej zaznajomione z biznesem jednostki wiedzą, że istnieje taki termin jak CSR, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu (z ang. corporate social responsibility).

written by

Partner Business Manager, HP Inc Polska

This page is not available in the selected language.

W poprzednim artykule Łukasz wytłumaczył, czym jest sustainability, równowaga ekologiczna i jakie ideowe przesłanki kierują nami przy prowadzeniu tej strategii biznesowej. Ponieważ same idee nie napełnią konta bankowego i nie przyczynią się do poprawy cash-flow, zastanówmy się nad biznesową koniecznością wyboru eko-rozwiązań.  

 

Bycie „eko” to podejście holistyczne, jednak dla przeciętnego konsumenta świadomość ekologii ogranicza się do segregacji śmieci, zakręcaniu kurka z wodą przy myciu zębów i szumnej ochrony lasów. Co bardziej zaznajomione z biznesem jednostki wiedzą, że istnieje taki termin jak CSR, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu (z ang. corporate social responsibility). Podejście to w definicji ma rekompensatę względem środowiska za wszystkie szkody (również te potencjalne i przyszłe), które wytworzyła i wytworzy firma w ramach obszaru swojego biznesu. Następstwem CSRu i jednocześnie kolejnym krokiem ku eko-podejściu jest świadomość wyborów z zachowaniem równowagi ekologicznej w szerokorozumianym łańcuchu dostaw. W skrócie: sustanability. Termin ten wciąż nabiera świadomości na polskim rynku. I właśnie słowem klucz jest tu owa: świadomość. Wiemy, że ona w społeczeństwie rośnie, natomiast ze świadomością ekologiczną jest jak ze świadomością polityczną przed wyborami parlamentarnymi. Przecież jeden głos nic nie zmieni, przecież jedna osoba świata nie zawojuje. I to jest błąd, który możemy kategoryzować w podejściu pokoleniowym, które w myśl zasady – starych drzew się nie przesadza, a nawyków nie oduczy - ciężko będzie zmienić. Jednak tutaj nadchodzi największa biznesowa rewolucja. Na rynek wchodzi Gen Z, czyli generacja osób urodzonych po 1995 roku, z całkowicie inną mentalnością.

Bild_01

Gen Z to pokolenie, które dorastało z dostępem do Internetu, Wikipedią, a okres ich edukacji przypada na czas rozwoju high-techu i mobilności. To pokolenie, które świetne filtruje informacje, porozumiewa się memami i hashtagami, a przekaz limituje w 144 znakach na #Twitter. Dlaczego piszemy o tej generacji z uwzględnieniem sustainability? Ideowo, dla Z-tek dbałość o środowisko jest wpisana w ich naturę. Ich młodzieńcze lata to światowe bicie na alarm, że przy obecnym, ślepym konsumpcjonizmie, kres Ziemi przypadnie na połowę XXI wieku. Z-tki podeszły do tematu na poważnie i ideowo. I właśnie to pokolenie wchodzi obecnie w świadomą moc zakupową, – jako konsument, oraz wchodzi na rynek pracy – jako potencjalny pracownik.

 

Zacznijmy od motywu konsumenta. Z badań wynika, że:

 

„W porównaniu do pokolenia Milenialsów, Generacja Z o 54% częściej wskazuje, że chce mieć globalny wpływ na świat”1

Bild_02 (1).jpg

O tym pokoleniu mówi się, że nie znają swojego miejsca w szeregu, a chcą manifestować, performować i być usłyszani przez świat. Nie idą na kompromis, przy zakupach nie patrzą na cenę, a determinantem jest głównie wartość dodana i możliwość wspominanego zamanifestowania kupionego produktu czy brandu, wpisujący się ideologię kupującego (tak, również tę ekologiczną). Wspomniałem, że GenZ potrafi szybko i szerokopasmowo docierać do informacji, filtrować je, wychwycić nieautentyczne przekazy. Mają dość sztucznego eko-PRu. Wymagają czegoś więcej. Wymagają, by wspierane poprzez ich zakupy firmy, respektowały zasady ekologii. Dlatego z perspektywy przedsiębiorstwa, które patrzy rozwojowo na przekrój swoich klientów i dba nie tylko, o jakość produktu, ale także o postrzeganie siebie na rynku, niedostrzeżenie wymagań pokolenia Z będzie strzałem w finansowe kolano.

Pomyślmy, zatem, jaki obrać kierunek. Z-tkom należy zapewnić, że firmowe DNA jest współtworzone z przyrodą, że dbałość o nią nie występuje tylko w codziennych wyborach i nawykach, ale w wymiarze sustanability. Przykłady? Chociażby fakt, że kontraktowane są firm logistyczne, które używają samochodów elektrycznych nieemitujących spalin, że zakupione aktywa pochodzą od producentów, którzy przy produkcji używają zasad recyklingu i tworzą je przy użyciu energii odnawialnej, że zaplanowana jest polityka elektro-śmieci po skończeniu cyklu życia produktów. To są tylko przykłady, takiej podwójnej pozytywnej bonifikaty, gdzie firma będąc ekologiczną, współpracuje tylko z firmami ekologicznymi. Możemy być pewni, że doceni to konsument, dla którego taka polityka to totalny must have – bo w przeciwnym razie nie kupi produktu, nie skorzysta z usługi nie będzie widział wyróżnika na tle konkurencji.

 

O GenZ możemy pomyśleć również w kategorii… przyszłych specjalistów i pracowników.

 

„77% wskazało, że wybór swojego pracodawcy oprze na wartościach firmy, czyli podejściu do ekologii, spójności i integracji z ich przekonaniami”.2

Pieniądze zejdą na drugi plan. Wiem, może to zabrzmieć dziwnie (podejście do pieniądza to wciąż temat tabu, sic!) jednak młode pokolenie patrzy inaczej na relację praca-dochód. Można to porównać, do klasycznego mieć czy być. Dla pokolenia, które pamięta komunizm czy wczesny post-komunizm, największą wartością jest posiadanie aktywów. Dla next-genów te potrzeby pierwszego rzędu są i były już spełnione, dlatego patrzą oni w kategoriach „być”. Być częścią ruchu ideologicznego czy być częścią zespołu projektowego, w którym idee są spójne z naszymi. Bez wspominanego holistycznego podejścia do sustainability, za kilka lat firmy bez spójnej eko-strategii omijać będą topwe talenty z rynku pracy. Bo kto będzie chciał się pochwalić (zamanifestować!) zatrudnieniem w firmie, która ma czarny PR i ekologicznie szkodzi wszystkim dookoła? W oceniającym, Z-tkowym społeczeństwie, dużą zbrodnią na personal brandingu będzie dysonans między propagowanymi hasłami, a idącymi za nimi sprzecznymi czynami – jak praca w nie-ekologicznej firmie. Podkreślaliśmy już wcześniej, że GenZ stawia w dużej mierze na autentyczność. Więc pozbawiając dział HRu dostępu do top-talentów, gdzie wiadomo, że to ludzie tworzą organizację i to ludzie są jej największym aktywem zdolnym do generowania wzrostów – automatycznie pozbawiamy się przychodów. Jeśli już dzisiaj można „upiec” kilka pieczeni na jednym ogniu, warto przedefiniować swoje podejście do perspektywy nadchodzących GenZ. Jako konsumentów i jako przyszłych specjalistów.

 

Share article

Published on 25 sty 2021.