25 sty 2021

Dlaczego sustainability się opłaci?

Bycie „eko” to podejście holistyczne, jednak dla przeciętnego konsumenta świadomość ekologii ogranicza się do segregacji śmieci, zakręcaniu kurka z wodą przy myciu zębów i szumnej ochrony lasów. Co bardziej zaznajomione z biznesem jednostki wiedzą, że istnieje taki termin jak CSR, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu (z ang. corporate social responsibility).

Share article

kontaktbild_daniel_martyniec
Daniel Martyniec
Partner Business Manager, HP Inc Polska

W poprzednim artykule Łukasz wytłumaczył, czym jest sustainability, równowaga ekologiczna i jakie ideowe przesłanki kierują nami przy prowadzeniu tej strategii biznesowej. Ponieważ same idee nie napełnią konta bankowego i nie przyczynią się do poprawy cash-flow, zastanówmy się nad biznesową koniecznością wyboru eko-rozwiązań.  

 

Bycie „eko” to podejście holistyczne, jednak dla przeciętnego konsumenta świadomość ekologii ogranicza się do segregacji śmieci, zakręcaniu kurka z wodą przy myciu zębów i szumnej ochrony lasów. Co bardziej zaznajomione z biznesem jednostki wiedzą, że istnieje taki termin jak CSR, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu (z ang. corporate social responsibility). Podejście to w definicji ma rekompensatę względem środowiska za wszystkie szkody (również te potencjalne i przyszłe), które wytworzyła i wytworzy firma w ramach obszaru swojego biznesu. Następstwem CSRu i jednocześnie kolejnym krokiem ku eko-podejściu jest świadomość wyborów z zachowaniem równowagi ekologicznej w szerokorozumianym łańcuchu dostaw. W skrócie: sustanability. Termin ten wciąż nabiera świadomości na polskim rynku. I właśnie słowem klucz jest tu owa: świadomość. Wiemy, że ona w społeczeństwie rośnie, natomiast ze świadomością ekologiczną jest jak ze świadomością polityczną przed wyborami parlamentarnymi. Przecież jeden głos nic nie zmieni, przecież jedna osoba świata nie zawojuje. I to jest błąd, który możemy kategoryzować w podejściu pokoleniowym, które w myśl zasady – starych drzew się nie przesadza, a nawyków nie oduczy - ciężko będzie zmienić. Jednak tutaj nadchodzi największa biznesowa rewolucja. Na rynek wchodzi Gen Z, czyli generacja osób urodzonych po 1995 roku, z całkowicie inną mentalnością.

Bild_01

Gen Z to pokolenie, które dorastało z dostępem do Internetu, Wikipedią, a okres ich edukacji przypada na czas rozwoju high-techu i mobilności. To pokolenie, które świetne filtruje informacje, porozumiewa się memami i hashtagami, a przekaz limituje w 144 znakach na #Twitter. Dlaczego piszemy o tej generacji z uwzględnieniem sustainability? Ideowo, dla Z-tek dbałość o środowisko jest wpisana w ich naturę. Ich młodzieńcze lata to światowe bicie na alarm, że przy obecnym, ślepym konsumpcjonizmie, kres Ziemi przypadnie na połowę XXI wieku. Z-tki podeszły do tematu na poważnie i ideowo. I właśnie to pokolenie wchodzi obecnie w świadomą moc zakupową, – jako konsument, oraz wchodzi na rynek pracy – jako potencjalny pracownik.

 

Zacznijmy od motywu konsumenta. Z badań wynika, że:

 

„W porównaniu do pokolenia Milenialsów, Generacja Z o 54% częściej wskazuje, że chce mieć globalny wpływ na świat”1

Bild_02

O tym pokoleniu mówi się, że nie znają swojego miejsca w szeregu, a chcą manifestować, performować i być usłyszani przez świat. Nie idą na kompromis, przy zakupach nie patrzą na cenę, a determinantem jest głównie wartość dodana i możliwość wspominanego zamanifestowania kupionego produktu czy brandu, wpisujący się ideologię kupującego (tak, również tę ekologiczną). Wspomniałem, że GenZ potrafi szybko i szerokopasmowo docierać do informacji, filtrować je, wychwycić nieautentyczne przekazy. Mają dość sztucznego eko-PRu. Wymagają czegoś więcej. Wymagają, by wspierane poprzez ich zakupy firmy, respektowały zasady ekologii. Dlatego z perspektywy przedsiębiorstwa, które patrzy rozwojowo na przekrój swoich klientów i dba nie tylko, o jakość produktu, ale także o postrzeganie siebie na rynku, niedostrzeżenie wymagań pokolenia Z będzie strzałem w finansowe kolano.

Pomyślmy, zatem, jaki obrać kierunek. Z-tkom należy zapewnić, że firmowe DNA jest współtworzone z przyrodą, że dbałość o nią nie występuje tylko w codziennych wyborach i nawykach, ale w wymiarze sustanability. Przykłady? Chociażby fakt, że kontraktowane są firm logistyczne, które używają samochodów elektrycznych nieemitujących spalin, że zakupione aktywa pochodzą od producentów, którzy przy produkcji używają zasad recyklingu i tworzą je przy użyciu energii odnawialnej, że zaplanowana jest polityka elektro-śmieci po skończeniu cyklu życia produktów. To są tylko przykłady, takiej podwójnej pozytywnej bonifikaty, gdzie firma będąc ekologiczną, współpracuje tylko z firmami ekologicznymi. Możemy być pewni, że doceni to konsument, dla którego taka polityka to totalny must have – bo w przeciwnym razie nie kupi produktu, nie skorzysta z usługi nie będzie widział wyróżnika na tle konkurencji.

 

O GenZ możemy pomyśleć również w kategorii… przyszłych specjalistów i pracowników.

 

„77% wskazało, że wybór swojego pracodawcy oprze na wartościach firmy, czyli podejściu do ekologii, spójności i integracji z ich przekonaniami”.2

Pieniądze zejdą na drugi plan. Wiem, może to zabrzmieć dziwnie (podejście do pieniądza to wciąż temat tabu, sic!) jednak młode pokolenie patrzy inaczej na relację praca-dochód. Można to porównać, do klasycznego mieć czy być. Dla pokolenia, które pamięta komunizm czy wczesny post-komunizm, największą wartością jest posiadanie aktywów. Dla next-genów te potrzeby pierwszego rzędu są i były już spełnione, dlatego patrzą oni w kategoriach „być”. Być częścią ruchu ideologicznego czy być częścią zespołu projektowego, w którym idee są spójne z naszymi. Bez wspominanego holistycznego podejścia do sustainability, za kilka lat firmy bez spójnej eko-strategii omijać będą topwe talenty z rynku pracy. Bo kto będzie chciał się pochwalić (zamanifestować!) zatrudnieniem w firmie, która ma czarny PR i ekologicznie szkodzi wszystkim dookoła? W oceniającym, Z-tkowym społeczeństwie, dużą zbrodnią na personal brandingu będzie dysonans między propagowanymi hasłami, a idącymi za nimi sprzecznymi czynami – jak praca w nie-ekologicznej firmie. Podkreślaliśmy już wcześniej, że GenZ stawia w dużej mierze na autentyczność. Więc pozbawiając dział HRu dostępu do top-talentów, gdzie wiadomo, że to ludzie tworzą organizację i to ludzie są jej największym aktywem zdolnym do generowania wzrostów – automatycznie pozbawiamy się przychodów. Jeśli już dzisiaj można „upiec” kilka pieczeni na jednym ogniu, warto przedefiniować swoje podejście do perspektywy nadchodzących GenZ. Jako konsumentów i jako przyszłych specjalistów.